1. Śp. Jacek Kaczmarski, mianowany aklamacją na 'barda Solidarności', napisał w 1991 r. przenikliwy utwór o bohaterach, których – jako 'bard' – miał po prostu opiewać:
Przy dębowym stole siadłszy bokiem
Wedle rangi, zasług i uznania
Spoglądamy w przyszłość czystym okiem
Kogoś, kto nic nie ma do dodania.
Wszak to myśmy zwyciężyli wreszcie
Choć w przegranych starciach życie zbiegło.
Oto mamy dla was niepodległość!
Nie czekajcie na nic więcej - bierzcie!
[...]
Koniec pozowania! Stół nakryty!
Dość już głodu zaznał bitny naród!
Kto nam tu zarzuca brak umiaru?!
Macie niepodległość! My - profity!
[...]
2. Kolejne zwrotki tej piosenki pisze np. Lech Wałęsa, kiedy ocenia zablokowanie Sejmu przez Solidarności:
- Jestem zażenowany. Wstydzę się tego pokolenia, choć czuję się ojcem tych niesfornych dzieci. Takie zachowanie w czasach wolności i demokracji nie pasuje do epoki - ocenił Wałęsa. [...]
- Wyszedłbym z pałą i go spałował, że nie potrafi mądrze działać - mówi Wałęsa. - Nie można tak postępować z władzą, z parlamentarzystami. Jestem obrażony na rządzących, że nic nie zrobili. Panie premierze, dość takiej zabawy. Nie mają prawa robić aresztu dla premiera, blokować Sejmu. To cywilbanda.
Można się z tym stanowiskiem zgodzić lub nie. Ci, którzy dzisiaj nie posiadają się z oburzenia, najpewniej z sympatią myśleli o pielęgniarkach okupujących Urząd Rady Ministrów, kiedy Premierem był Jarosław Kaczyński. I odwrotnie...
3. Jednak Bogdan Borusewicz, autentyczna legenda Solidarności, sięga po inne argumenty:
Lech Wałęsa ma prawo mówić do obecnego przewodniczącego Solidarności w ten sposób. Jest ojcem tego związku i czuje się za ten związek odpowiedzialny. Lech Wałęsa ma swój język i swoje przywileje - przekonuje na antenie Radia Zet marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.
Aktywność publiczna Wałęsy z tytułu jego chwalebnej przyszłości nie powinna, rzekomo, podlegać uczciwej ocenie. Naiwność, niespójność, banalność i ignorancja opinii Wałęsy, to problem formy, a nie treści – Borusewicz powiedziałby: Wałęsa ma swój własny język. Może pleść androny, ale każdy, kto woła na widok Wałęsy – Król jest nagi! obraża Polskę.
Wałęsa posuwa się dalej, i – pomijając już skandaliczną sprawę TW Bolek – głosi podłe oszczerstwa na temat ostatniej rozmowy pomiędzy śp. Lechem Kaczyńskim i Jarosławem Kaczyńskim:
- Jestem przekonany, że nie rozmawiali oni o pogodzie, tylko o tym, jaka jest sytuacja, co mają robić piloci, jakie decyzje powinny zostać podjęte – stwierdził z przekonaniem legendarny przywódca Solidarności i zarazem wróg braci Kaczyńskich.
Tego typu insynuacje służą posłowi z Biłgoraju i jemu podobnym do rozpowszechniania, np. w Sejmie, opinii o Jarosławie Kaczyńskim winnym śmierci swego brata pod Smoleńskiem. Reakcja przyzwoitego człowieka na takie poglądy oscylować może od wzruszenia ramion – w końcu nie każdy z upływem czasu zachowuje intelektualną i moralną formę, do odruchu obrzydzenia na widok kogoś, kto łamie etyczne pryncypium – nie wykorzystuj czyjejś śmierci do szkalowania osoby bliskiej zmarłemu. Borusewicz mógłby pewnie na to powiedzieć: Wałęsa ma swoje przywileje.
Czy o taką wolność słowa walczył Wałęsa, Borusewicz i miliony członków I Solidarności? Żeby za pomocą szacunku do bohaterów tradycji walki o wolność obrażać, wykluczać i terroryzować mających inne poglądy (lub po prostu rację)?
4. Tej samej kliszy użyto wobec Stefana Niesiołowskiego, który powiedział do dziennikarki Ewy Stankiewicz:
To jest Pani od tego filmu 'Solidarni', tak? Tego pisowskiego paskudztwa? Nie chcę z Panią rozmawiać! Niech Pani idzie do PiS-u. Proszę odwrócić to. Bo Pani rozbije kamerę, jak będzie mnie Pani filmować bez mojej zgody. Czy Pani jest głucha? Niech Pani idzie do PiS-u i tych pisowskich lizusów swoich! Proszę nie rozmawiać, bo Pani rozbiję kamerę, bez mojej zgody proszę mnie nie filmować! Roztrzaskam Pani kamerę, ostrzegam!!Won stąd!
Marszałek Ewa Kopacz, jako jednak z pierwszych, uznała, że bycie legendą Solidarności (?) daje usprawiedliwienie dla braku nie tylko kultury osobistej, ale i braku demokratycznej kultury politycznej:
Niesiołowski to legenda Solidarności i kiedy słyszy od swoich kolegów niekoniecznie sympatyczne słowa, to jest tylko i wyłącznie człowiekiem, który ma prawo reagować emocjonalnie. Ja tych emocji posła Niesiołowskiego nie pochwalam.
→ http://wsieci.rp.pl/opinie/za-burta/Ewa-Kopacz-Niesiolowski-ma-prawo-reagowac-emocjonalnie-
Imprimatur takiej argumentacji udzielił sam Donald Tusk, powołując się na list kogoś, kto w osobie zapluwającego się chamskiego, starszego pana zobaczył jednocześnie legendę opozycji i profesora.
Dzień, w którym zażądałeś - to są słowa kierowane do mnie - od legendy polskiej opozycji prof. Stefana Niesiołowskiego przeproszenia znieważającej go i łamiącej prawo PiS-owskiej propagandystki, autorki socrealistycznych produkcyjniaków, może być dniem, w którym twoi wyborcy odwrócą się od ciebie, Donaldzie. Bo twoi wyborcy znoszą już zbyt długo zniewagi, lżenie, prowokacje, oszczerstwa, chamstwo, insynuacje i kłamstwa ludzi, wobec których ty wykazujesz zbyt wiele wyrozumiałości - mówił premier, cytując list.
→ http://www.rp.pl/artykul/16,881416-Tusk--Niesiolowski-to-nasz-bohater.html
Sam Premier, z aprobatą cytując ten kuriozalny list, uznał, że tzw. autorytet w III RP, to ktoś, kto – będąc kiedyś osobą zasłużoną – może obecnie odpuścić sobie trud bycia kulturalnym, obiektywnym i mądrym, byleby popierał aktualną władzę.
Jesteś profesorem, legendą opozycji i posłem PO, to możesz być już chamem, a i tak będą wołali, żeś kulturalny.


